Tak jak w tytule. Zostałam uziemiona. Mój portfel jest goły i wesoły, a ja czekam na przelew gotówki i z nudów, znów zaczynam tu skrobać. Mogłabym poczytać, ale i tak siedzę, i co 5 min odświeżam moje konto bankowe.
Właśnie zaczął mi się tydzień urlopu, jadę więc do domu w którym nie byłam od wyprowadzki czyli od połowy maja. Dopiero od kilku dni zaczęła mnie męczyć tęsknota. Pewnie jest to spowodowane tym, że od soboty jestem w Rzeszowie sama, bowiem mój Luby wyjechał na 3 tyg do pracy do Francji. Jego wyjazd to ogólnie strasznie ciężki temat. Wyjazd w środku wakacji... Doprowadza mnie to do szału, ale wiem, że tak będzie najlepiej. Zastrzyk gotówki sprawi, że nie będę wysłuchiwać całymi dniami, iż nie można się nigdzie ruszyć bo biznes przez wakacje leży i kwiczy. Żyliśmy już na odległość ponad rok, więc co to, te 3 tyg... a jak wróci to pojedziemy w końcu na zasłużone wakacje! Oboje jesteśmy bardzo luźnymi i spontanicznymi ludźmi, więc gdzie i kiedy, pewnie okaże się z dnia na dzień, choć ja mam parcie na pewien zakątek europy...
Póki co, czekam na ten cholerny przelew, aby móc kupić sobie bilet na busa, (a muszę jeszcze po drodze wstąpić do sklepu po odłożoną torbę..). W między czasie staram się nie myśleć jak daleko jest mój Piotrek, i ile dni czeka mnie bez Niego, no i że tak cholernie swędzi mnie nowy tatuaż! Ostatkiem sił powstrzymuję się aby nie zacząć go trzeć..!
Już nie mogę doczekać się efektu końcowego, bowiem nie jest jeszcze skończony. Miał być gotowy już w sobotę, ale napuchł mi i wraz z Brydziem (czyt. tatuażystą) stwierdziliśmy, że lepiej odczekać. Mój nowy tatuaż to kluczyk z napisem Strenght (obecnie jest klucz, nie ma napisu). Z tym napisem to była strasznie śmieszna -a może wręcz tragiczna- sytuacja, ale raczej nie jest to powód do chwalenia się, zapewniam! Ogólnie... Bóg nade mną czuwał!
Tutaj fota z akcji :
Właśnie zaczął mi się tydzień urlopu, jadę więc do domu w którym nie byłam od wyprowadzki czyli od połowy maja. Dopiero od kilku dni zaczęła mnie męczyć tęsknota. Pewnie jest to spowodowane tym, że od soboty jestem w Rzeszowie sama, bowiem mój Luby wyjechał na 3 tyg do pracy do Francji. Jego wyjazd to ogólnie strasznie ciężki temat. Wyjazd w środku wakacji... Doprowadza mnie to do szału, ale wiem, że tak będzie najlepiej. Zastrzyk gotówki sprawi, że nie będę wysłuchiwać całymi dniami, iż nie można się nigdzie ruszyć bo biznes przez wakacje leży i kwiczy. Żyliśmy już na odległość ponad rok, więc co to, te 3 tyg... a jak wróci to pojedziemy w końcu na zasłużone wakacje! Oboje jesteśmy bardzo luźnymi i spontanicznymi ludźmi, więc gdzie i kiedy, pewnie okaże się z dnia na dzień, choć ja mam parcie na pewien zakątek europy...
Póki co, czekam na ten cholerny przelew, aby móc kupić sobie bilet na busa, (a muszę jeszcze po drodze wstąpić do sklepu po odłożoną torbę..). W między czasie staram się nie myśleć jak daleko jest mój Piotrek, i ile dni czeka mnie bez Niego, no i że tak cholernie swędzi mnie nowy tatuaż! Ostatkiem sił powstrzymuję się aby nie zacząć go trzeć..!
Już nie mogę doczekać się efektu końcowego, bowiem nie jest jeszcze skończony. Miał być gotowy już w sobotę, ale napuchł mi i wraz z Brydziem (czyt. tatuażystą) stwierdziliśmy, że lepiej odczekać. Mój nowy tatuaż to kluczyk z napisem Strenght (obecnie jest klucz, nie ma napisu). Z tym napisem to była strasznie śmieszna -a może wręcz tragiczna- sytuacja, ale raczej nie jest to powód do chwalenia się, zapewniam! Ogólnie... Bóg nade mną czuwał!
Tutaj fota z akcji :
Nie dokończyłam drugiego tatuażu a już mam w głowie plany na następne... Wolę jednak wziąć na wstrzymanie, bo jednak jest to dość poważna sprawa. Moje gusty zmieniają się zbyt często, dlatego stawiam na klasykę, a nie na to, co akurat jest modne, czyli te wszystkie oklepane napisy, ptaszki, piórka...
Choć co do piórka, to myślałam o motywie pióra z kałamarzem...
Och, znów się nakręcam! A tymczasem kluczyk swędzi mnie cholernie!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz