czwartek, 18 lipca 2013

sweet home.

Home. Sweet home.
Jak dobrze być w domu rodzinnym!
Wszystkie problemy, tęsknoty i złe przeczucia stają się strasznie malutkie.
Obecnie siedzę w jadalni, w o wiele za dużej pidżamie mojej siostry, drzwi na taras są otwarte i wpada do domu ten letni upał. Mój pies leży pod stołem u moich nóg. Kocham ten stan...
Zaraz idę poleżeć w wannie (u mnie w mieszkaniu nie mogę pozwolić sobie na takie luksusy, gdyż jest to typowo studenckie mieszkanie), a kiedy przyjdzie wieczorny chłód, wyjdę na taras z laptopem i może napiszę jakiś rozdział książki... Tak, to jest dobry czas na pisanie!
Wczoraj z Moniką poszłyśmy na spacer, który miał mi poprawić humor a jednak stało się odwrotnie... Monika ma teraz bardzo ciężki czas. Kolejny raz, kolejny facet okazał się typowym "dupkiem", a ja dzięki temu mogłam, kolejny zresztą raz, uświadomić sobie jak wielkie miałam szczęście spotykając Piotrka i jak bardzo go nie doceniam.
Naprawdę mnie to zdołowało. Z drugiej jednak strony, dzięki takim refleksjom możemy dążyć ku lepszemu.
W sobotę powrót na moje ukochane Podkarpacie. Dom rodzinny zawsze jest cudowną opcją, jednak Śląsk mnie przytłacza a myśl o sobotnim powrocie do Rzeszowa sprawia, że się uśmiecham. Zresztą, do miesiąca czasu zamierzam odwiedzić znów moją rodzinę, tym razem, mam nadzieję, z Piotrkiem.
OK, idę nabierać sił w wannie przed dłuugim spacerem z moim psem. :)
-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz